Rano Pyśka przywitała dzień z brudną pieluszką. Za godzinę kolejna awaryjna zmiana pieluszki i wtedy zauważyłam w kupce ślady krwi i śluzu. Raczej nie należę do osób panikujących, więc założyłam że to jakiś jednorazowy wybryk niemowlęcy i jeśli sprawa się nie powtórzy to przejdę nad nią do porządku dziennego i najwyżej zgłoszę lekarce przy następnej wizycie. Ale 3 godziny później znowu awaria pieluszkowa. I znowu wygląda to jak biegunka ze śladami krwi. No to już nie było żartów.
Biorę podręcznik obsługi bobasa i czytam: śluz i krew w kupce to najprawdopodobniej alergia na mleko .... w morde jeża!!! tylko nie alergia!!!!!!
Biorę telefon i dzwonię do przychodni. Każą przyjeżdżać. Pouczona przez E., która ma bobasa alergika, wzięłam ze sobą brudną pieluszkę dla okazania lekarzowi (zostałam za to później pochwalona przez lekarza :)
Diagnoza: albo alergia albo rotawirus albo jeszcze coś innego.
Zalecenia: wrócić do domu i obserwować, nie panikować. Zapisano nam probiotyki na poprawę pracy jelit i układu pokarmowego. Gdyby objawy się bardzo nasiliły lub trwały w tej formie co dziś dłużej niż 3 dni to jechać do szpitala na badania. Lekarz przychylił się do opinii, że to raczej jakiś rotawirus niż alergia, bo na alergię trochę za mało objawów, ale nic na 100%. Gdyby objawy ustąpiły, lekarstwa i tak podawać profilaktycznie przez tydzień.
A Pyśka po powrocie do domu cudownie ozdrowiała :) Więc lekarstwa podawane będą profilaktycznie :) Oby dzisiejsza przygoda okazało się tylko zwykłym dowcipem, które niemowlęta czasem robią rodzicom a nie rzeczywistą chorobą .....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz