wtorek, 5 stycznia 2010

21 doba bobasa

Jak wygląda mój dzień:
8 rano - Dzidzia się budzi z wielkim wrzaskiem bo jest głodna, -przewijam pieluchę, -zaczynam karmić, dzidzia chce mnie rozszarpać tak łapczywie je, -w połowie karmienia przerwa na odbicie, -wracamy do jedzenia; -słyszę erupcję w pieluszce, musimy przerwać karmienie bo bobas zaczyna wrzeszczeć i nie może się skupić na jedzeniu, strasznie nie lubi mieć brudnej pieluchy;
Wracamy do jedzenia, dzidzia przysypia przy jedzeniu, budzę ją ale śpi twardo, oczywiście cyca z buzi nie wypuści, przy próbie wyjęcia zaczyna bardzo gwałtownie jeść, karmie ją w łóżku na leżąco wiec przysypiamy obydwie bo trwa to już chyba godzinę, jestem już mocno obolała ale bobasa oderwać od baru się nie da, mogłoby to się skończyć dla mnie koniecznością chirurgicznej rekonstrukcji piersi; -dzidzia się najadła bo odpadła sama :)
Najedzony bobas popada w błogostan :) pełna nadziei na chwile spokoju przenoszę Pysie do łóżeczka. W momencie zetknięcia z materacem bobas zaczyna wrzask. Co znowu ?....... Po chwili dochodzę do wniosku ze pielucha jest pełna.
Na zegarze dochodzi 12. Ja jeszcze w piżamie, bez śniadania. Na razie tylko Pyśka zjadła.
Przewijam Pyśke. Wreszcie chwila ciszy. Pyśka lubi być przewijana. Zapinam śpiochy, ubieram skarpetki. Słysze jakiś kataklizm w pieluszce. Po cholerę ja ją przewijałam. Trzeba było poczekać....
Przewijam bobasa znowu. Chwila błogiej ciszy :) Niech trwa jak najdłużej. Ale bobas rozbudzony przewijaniem zgłodniał. Zaczyna się wrzask. Kurde przecież nie mogę jej karmić tak często bo to tez nie dobrze.
Biorę ja na przetrzymanie. Może jej płacz przejdzie..... Nie przechodzi. Jest coraz gorzej. Ratuję się smoczkiem. Chwila ciszy. Pysia zajęła się ciumkaniem smoczka. Na wszelki wypadek przygotowuje butelkę z jedzeniem.
Po 5 minutach wrzask i wypluwanie smoczka. I to charakterystyczne machanie językiem i szukanie piersi. Bobas jest głodny. No dobra. Dostaje butle z mlekiem. Pociągnęła 3 razy i popadła w błogostan :)
Może teraz będzie spokój. Jeszcze tylko odbicie i idziemy spać. Czekamy czekamy..... Bobas dostał czkawki. Czkawka trwa jakieś 10 minut i jest na tyle wkurzająca że dzidzia wyrwała się całkiem z błogostanu i teraz ryczy. Czkawka mija. Lulam ja delikatnie na rękach. Dzidzia zaczyna przysypiać. Bardzo delikatnie odkładam ja do łóżeczka. Albo jeszcze sprawdzę pieluchę na wszelki wypadek.
I dobrze robię. Pielucha pełna. Przewijam bobasa. Znowu chwila lulania. Bobas zasypia. Odkładam do łóżeczka. Śpi mocno. Uffffff wreszcie. Teraz powinna spać jakieś 3-4 godziny.
Patrze na zegarek: dochodzi 14. Nieźle...... Mam chwile dla siebie. Tylko co robić?? Może zacznę od zjedzenia śniadania. Potem się wykąpię i ubiorę. A potem albo ugotuje obiad, albo posprzątam albo pójdę spać bo padam na pysk.
Wybieram spanie.
Budzi mnie Mysia Pysia ok godz 18. Wrzask bo jest głodna. I zaczynamy wszystko od początku.....
A mąż jak wróci za chwile z pracy to przygotuje na szybko coś do jedzenia. O 19 kapiemy bobasa. Ok 22 jest szansa ze Bobas będzie już spał najedzony i przewinięty razy 10. I będziemy mogli z mężem obejrzeć sobie jakiś film.
Ale poza tym Mysia Pysia jest najcudowniejsza na świecie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz