środa, 24 lutego 2010

2 mc 9 dni

Już nie karmię naturalnie, praktycznie w ogóle. Milenka dostaje ode mnie max pół jednej porcji za cały dzień czyli ok 1/14 tego co w ciągu dnia zjada. I nawet nie przystawiam jej już do piersi tylko ściągam pokarm i podaję jej tą odrobinę w butelce.
Zastanawiałam się dlaczego mi się nie udało a np mojej mamie tak. Doszłam do wniosku że oprócz chęci matki kluczową rolę odgrywa również postawa dziecka. Z opowieści rodziny wiem, że ja jako niemowlak byłam leżącą oazą spokoju, dziecko aniołek. Domyślam się że jeśli mama przystawiała mnie do piersi to grzecznie jadłam i nie marudziłam. Ale nasza Pysia ma zupełnie inny temperament. Zdecydowanie nie jest taka jak ja w dzieciństwie. Jest małym niecierpliwcem. Z nią ten numer nie przeszedł. Kiedy tylko zdała sobie sprawę że z butelki leci szybciej to nie miała już ochoty się wysilać. I zmuszanie jej nie miało sensu bo kończyło się straszliwą awanturą trudną do uspokojenia. To musiało się tak skończyć.
--------------------------------------------------------------------------------
Do naszej Milenki zwracamy się bardzo różnie. Mamy na nią mnóstwo określeń w zależności od sytuacji.
Jest Bobasem, Mysią Pysią. Skróconą wersją Mysi Pysi jest Pyśka. Nazywaliśmy ją również Piskorzem, gdy wiła się jak piskorz wydzierając się w niebogłosy bo chcieliśmy ubrać jej czapkę. Zdarzało się się również ze była Nieszczęśnikiem, gdy we wspomnianej czapce z miną straszliwego nieszczęśnika wydawała z siebie żałosne popłakiwania. Gdy czasem puszczały mi przy niej nerwy to nazywałam ją Małą Awanturnicą, ale w sumie nie zdarzało się to często.
Ostatnio obrywa mi się od mojej mamy za to że nie mówię do Bobasa po imieniu. Gdy w rozmowie telefonicznej mówię ze Bobas to lub tamto to od razu słyszę: " Jaki BOBAS !!! Ona ma imię. Mów do niej po imieniu. To już jest duża dziewczyna a nie żaden Bobas !!"
Hihihi duża dziewczyna w odniesieniu do dwumiesięcznego niemowlaka brzmi co najmniej dziwnie :)
Może i nasza Milenka ma swoje imię i wszyscy zwracają się do niej po imieniu, ale ja będę się zwracać tak jak ja mam ochotę i koniec. Pamiętam, że jako dziecko uwielbiałam gdy moja mama mówiła do mnie np Myszko. Bardzo rzadko się to zdarzało ale i tak to uwielbiałam. Wydawało mi się to takie bardzo czułe i kochane. Po imieniu mówili do mnie wszyscy inni, a dla mamy zarezerwowane były bardziej czułe określenia. Dla mnie jako dziecka było to naprawdę bardzo wyjątkowe.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz