Czy można od nowa zakochać się we własnym dziecku? A jesli tak, to czy wczesniejsza miłość była słabsza, inna, gorsza?
Gdy leżałam na łózku porodowym a ona pojawiła się na świecie, położna położyła mi ją na brzuchu. Byłyśmy wtedy jeszcze połączone pępowiną. Pomyślałam: o Boże, stało się, mam dziecko, jestem mamą :) I bardzo starałam się poczuć tą doniosłą chwile, bo przecież to jest właśnie "ten moment", kiedy wszystko się zaczyna. Ale bycie rodzicem w tamtej chwili było dla mnie jeszcze pojęciem abstrakcyjnym. Chyba nie do końca wierzyłam w to co się stało. Na zewnątrz wmawiałam sobie " jejku ale jestem szczęśliwa, jestem mamą", a w podświadomości miałam: "to nie możliwe. Ja mam dziecko? eeeee chyba mi się śniło".
Potem zaczęły się trudy opieki nad noworodkiem i wszystkie związane z tym problemy. I wtedy to już ciężko nie poczuć że ma się w domu małego przybysza. Ale czy ja wtedy czułam się już mamą?
Aż przyszedł wreszcie ten moment, którego zdecydowanie w tym całym macierzyństwie mi brakowało. Nagle, któregos dnia, całkiem niedawno, dostałam młotem w głowę i mnie olśniło. Poczułam, że jestem dla tego dziecka jego poczuciem bezpieczeństwa, osobą na widok której reaguje szczerą radością, w ramionach której chowa się przed obcymi których się boi. Uspokaja się gdy ją przytulę, zaczyna płakać gdy długo mnie nie widzi.
A ja, gdy długo jej nie widzę, bo śpi już 3 godziny, zaczynam tęsknić. I muszę sobie wejść do jej pokoju by przynajmniej na nią popatrzeć. I mam wrażenie, że nie da się bardziej kochać swojego dziecka niż ja kocham moja Pysię. Poczułam się za nią odpowiedzialna. Poczułam to tak naprawdę.
Moja miłośc do niej dojrzewała. Teraz jest czymś zupełnie innym niż była na początku. I chyba właśnie ten mój obecny stan miałam na myśli gdy dawno temu wyobrażałam sobie jak to będzie gdy będę mamą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz