I dzisiaj bardzo spontanicznie podjęliśmy decyzje że "może jednak góry??" a dokładniej Mała Fatra na Słowacji. Tak się tą Małą Fatrą zjawiliśmy że kolejny mega spontaniczny pomysł to "nowe wypasione nosidełko dla Milki". Tylko że to nosidełko o którym marzymy już od prawie roku kosztuje bagatela prawie 600 zł ..... i to właśnie dlatego o nim głównie marzymy zamiast kupować. Ale dzisiaj była krótka piłka: kupujemy czy nie? Albo teraz albo wcale!! Pojechałam sama do galerii, nasze wymarzone nosidełko miało wmontowana poduszkę-misia dla małej i to był bajer który nas kiedyś oczarował. KUPIŁAM !!!


Upewniłam się czy jeśli małej nie spasuje to będę mogła oddać. Po pierwsze chcieliśmy dobrze przetestować czy małej będzie w tym wygodnie a po drugie czy w ogóle będzie chciała w tym siedzieć.
Mała na punkcie nosidełka oszalała !!!!!!
M: To jest misiu Milenki !! i mamusi też !!!
i wtulała się w misia z najsłodszą minką na świecie a tata nosił ją po mieszkaniu.
Problem pojawił się w momencie gdy powiedzieliśmy dość i chcieliśmy małą wyciągnąć z nosidełka bo pora spać. Zrobiła straszną awanturę. Byliśmy nieugięci bo było już późno, wsadziliśmy ją do łózka, dostała smoczka, buziaka na dobranoc i koniec zabawy...
10 minut później Henryk pracował przy kompie a ja na plecach nosiłam najszczęśliwszą na świecie Milenkę wtulającą się w misia. W łóżeczku zrobiła tak nieziemską awanturę i histeryczne płacze że w końcu wymiękłam i wsadziłam ją znowu do nosidełka.
W tej sytuacji raczej nie ma opcji zwrócenia misia do sklepu :) Klamka zapadła. Metki od nosidełka odcięłam i zakup uznajemy za sfinalizowany.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz