środa, 30 września 2009

Tydzień 31

Mam kryzys......
Kryzys kondycyjny, kryzys psychiczny i w ogóle ....
Ciąża zaczyna mi ciążyć
Byliśmy w weekend na spacerze, lekkie podejście pod górę, ok 300 m lekko pochyło. Ja po kilku minutach już ledwo idę, a właściwie ledwo się toczę. Kurcze, nagły spadek kondycji z dnia na dzień?? Mam wrażenie ze dzień wcześniej pokonałabym ta trasę bez mrugnięcia okiem.
A potem spojrzałam na swój cień na chodniku: jakaś tocząca się kuleczka, poruszająca się krokiem kaczuchy i sapiąca jak sapacz.... nie to nie mogę być ja......
Ten bobas robi sie coraz cięższy. Wazy już ok 1,8 kg. A ja ważę o 12 kilo więcej niż przed ciążą.
Dzień później okazało się że poranne wstawanie z łózka sprawia mi fizyczny ból. Zmiana pozycji z leżącej na stojącą, mimo że robiłam to bardzo powoli i stopniowo, skończyła się ostrym bólem brzucha. Widać bobas tez zmienił pozycje i gdy wstałam, nagle zaczął ugniatać mi inne narządy wewnętrzne. Po ok minucie ból ustał.
Sytuacja powtórzyła się następnego poranka, co sugeruje że to już tak zostanie i będzie tylko gorzej bo bobas będzie coraz cięższy.
Na dokładkę zaczęło do mnie docierać wreszcie ze zostaniemy rodzicami. I nie mówię tu o posiadaniu słodkiego kochanego bobaska. Mówię o trudach rodzicielstwa, o nieprzespanych nocach i o tym że za 2 miesiące wszystko się zmieni i będzie to zmiana NA ZAWSZE. Poczułam lekkie przerażenie.
A na to wszystko nałożyła się świadomość że poród coraz bliżej. Czytałam wczoraj artykuł instruktażowy "Poród krok po kroku" i poczułam, ze to już naprawdę nieodwracalne i coraz bliższe. Chyba po raz pierwszy obleciał mnie lekki strach.
I ten wielki brzuch, którym o wszystko zawadzam i bokiem nie mieszczę się w żadnym przejściu....
Mężuś na pocieszenie powiedział mi, że jeszcze kiedyś zatęsknię za czasami kiedy bobas siedział grzecznie w brzuchu i był święty spokój, więc trzeba korzystać z chwili
No dobra , niech będzie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz