Jest 14 października - Dzień Nauczyciela - od rana za oknem zamieć śnieżna. W tym roku wyjątkowo szybko przyszła zima. Pewnie jak szybko przyszła tak szybko zniknie, ale w tej chwili za oknem jest naprawdę niesympatycznie.
Regularnie chodzimy z mężusiem na zajęcia szkoły rodzenia. Polecam - jak dla nas rewelacja :) Pewnie szkoła szkole nie równa, ale ta w Narutowiczu jak na razie spełnia wszystkie nasze oczekiwania, a nawet więcej. Super wykłady na wysokim poziomie - ciekawie i na temat z dużą ilością przykładów z życia. O to chodziło.
Pierwszy wykład trwał ok 3 godziny. Prowadził go wiceordynator ginekologii. Najkrócej mówiąc zrobił nam poród w pigułce. Mnóstwo pytań które chodziło nam po głowie wcześniej zostało tutaj poruszone i omówione.
Drugi wykład z Panią psycholog dziecięcą tez ze szpitala na temat potrzeb emocjonalnych niemowlaków, tworzeniu się więzi miedzy dzieckiem a rodzicami itp.
Trzeci wykład prowadziła Pani położna z ok 30 letnim stażem i generalnie opowiedziała nam minuta po minucie jak przebiega poród od momentu pierwszej myśli "chyba się zaczęło" do momentu wyjścia ze szpitala z dzieckiem. Po tym wykładzie wyszliśmy trochę oszołomieni, gdyż nagle okazało się że poród to nie takie hop siup trochę bólu, parcie i mamy bobasa, tylko dość skomplikowany układ czynności, etapów i w ogóle.... Generalnie upewniłam się w przekonaniu że muszę mieć zaufaną położną i lekarza przy sobie, żeby jakoś przez to wszystko przejść z mniejszym stresem.
Bo właściwie nie boję się bólu, co ma być to będzie. Ja boję się tego że coś pójdzie nie tak i nie będzie przy mnie osoby, która podejmie dobrą decyzję w odpowiednim czasie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz