środa, 14 lipca 2010

6 mc 29 dni - dolinami po Tatrach

I kolejna wyprawa górska Milenkowca :) Tym razem, ponieważ po Gorcach w 40-sto stopniowym upale mamy zmasakrowane nogi, odpuściliśmy sobie buty górskie i nosidełko, a wybraliśmy się w sandałach i z wózkiem. W Tatrach nie za wiele jest tras po których można wózkiem zasuwać a mając do wyboru Morskie Oko albo Dolinę Chochołowską wybraliśmy to drugie.





A wiecie co mnie zszokowało?? Cena przejazdu odcinka 7 km bryczką dwuosobową z góry na dół drogą w większości asfaltową. Gdy wracaliśmy już ze schroniska, zaczepił nas woźnica, że może nas zawieźć na parking. Pomyślałam: upał, mała zmęczona, mamy opóźnienie, droga daleka, może zjedziemy sobie do auta? Już nawet byłam skłonna zgodzić się gdyby powiedział cenę np 40 zł. A niech stracę, w końcu urlop :) I zapytałam jaki koszt.
A on, że JEDYNE 100 zł !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Za 7 km asfaltem lekko na dół !!!!!! Prawie się zadławiłam. Zaproponował, że ostatecznie mogą zejść do 80 zł !!!! Tutaj pozostał mi już tylko uśmiech :) Poszliśmy na piechotę, tak jak planowaliśmy wcześniej.

3 km dalej kursuje kolejka która zwozi chętnych na parking za .... UWAGA !!!!! ..... 4 zł od osoby. Te 4 złote wydały mi się w tej sytuacji tak śmiesznie małe że postanowiliśmy skorzystać :) A na woźniców jestem obrażona. Nie dlatego że takie ceny mają, tylko dlatego, że uważali że akurat ja jestem na tyle głupia żeby im tą cenę zapłacić.

A może sama jestem sobie winna?? Gdybym wzięła Milenkę do nosidełka, ubrała buciory i plecak na plecy a do rąk np kijki to górale może potraktowaliby mnie jak prawdziwego turystę a nie durnego cepra w klapkach, który na każdą cenę się nabierze byle tylko za bardzo się nie zmęczyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz