Ehhh marzyło mi się hucznie obchodzić trzydziestkę,
Jeszcze wczoraj była szansa że rano wyjdziemy ze szpitala i tą dzisiejszą trzydziechę może nie hucznie ale przynajmniej w domu spędzimy, a tu klops.
Przed północą Milence ściągnięto wenflon bo spuchła jej rączka, a skoro jutro wychodzimy to można już sobie podarować. Rano miała dostać lekarstwo doustnie. 1 luty po północy padł mi internet w laptopie wiec wyłączyłam kompa i położyłam się spać w moim szpitalnym fotelu, 3 h później obudziła mnie mama sąsiedniego dziecka że z Milenka coś się dzieje. Zwymiotowała. Chwile później znowu. Pielęgniarki podejrzewają początek rotawirusa .....
Przy okazji zauważyłam że malutkiej strasznie spuchła ta raczka po wenflonie. Zrobiły jej opatrunek. Ja dostałam kataru gigant i mam powiększone węzły chłonne. Chwile później Milenka zwymiotowała jeszcze 2 razy. Szybka decyzja, ze Milence trzeba podłączyć kroplówkę na 8h. W tym celu trzeba jej założyć nowy wenflon na drugą rączkę. Dziecko płacze w niebogłosy, ja czuje się chora na maxa, już jest pewne ze jutro nie wyjdziemy. Nerwy mi puszczaja i rozklejam się zupełnie. W efekcie katar się jeszcze nasila. Od 5 rano usypiam moje maleństwo podłączone do kroplówki na kolanach na moim fotelu i tak śpimy przytulone do rana. Rano Milenka ma katar, bo zaraziła się ode mnie.
Najwcześniej jutro okaże się co dalej z nami.
Nie tak wyobrażałam sobie swoje pierwsze trzydzieste urodziny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz