Bardzo długo wahałam się czy wrzucić ten filmik. Nie będę ukrywała że dla odbiorcy nie wtajemniczonego może to wyglądać jak przemoc w rodzinie, maltretowanie dziecka i jeszcze inne straszne rzeczy.
A rzeczywistość wyglądała tak: wstajemy, jemy śniadanie, ubieramy się, wychodzimy do pracy a Milka do żłobka. Filmik został nakręcony w momencie który nazwałam "ubieramy się". Milka w momencie przebierania wpadła nagle w szał, niczym nieuzasadniony. Wściekłość, wrzask, płacz, wyrywanie się, gryzienie po rękach, tarzanie się po ziemi, gryzienie taty i nóg od stołu. Całość ubierania Milki od momentu zdjęcia piżamki do momentu ubrania swetra zajęła nam ponad 45 minut. W efekcie oczywiście spóźniliśmy się obydwoje do pracy ..... MASAKRA!!!!
I takie akcje zdarzają się Milence od czasu do czasu. Najczęściej po kąpieli. Wychodzi mokra z wanny, ma super humor i nagle 2 minuty później jest akcja. Właściwie nikt nie wie dlaczego. I biegaj wtedy po domu za mokrym i gołym bobasem, który na widok ręcznika dostaje szału i tarza się, taki ryczący i wrzeszczący po zimnych płytkach.
W takich sytuacjach niestety siłą, we dwójkę (bo jedna osoba ma małe szanse żeby dać sobie rade) wycieramy ją i ubieramy chociażby w skarpetki i body, a potem niech się turla do woli. Przynajmniej nie jest goła i mokra. A po pewnym czasie jej przechodzi i wtedy już na spokojnie ubieramy dziecko które jest już grzeczna jak aniołek.
Stosowaliśmy już różne metody i nie ma idealnego rozwiązania.
Rozwiązanie siłowe (unieruchomienie piskorza, ubranie a potem niech się już wydziera do woli) czasem przynosiło efekty, ale zazwyczaj po takiej akcji byliśmy tak wykończeni psychicznie i fizycznie że mieliśmy ochotę wyprowadzić się z tego mieszkania na kilka godzin.
Rozwiązanie grzecznościowe - proszenie, tłumaczenie, uspokajanie, efekty przynosiło jeszcze rzadziej bo do Małej nie docierały żadne argumenty. Była w takim szale że nie słyszała co do niej mówimy.
Rozwiązanie łapówkarskie - w pewnym momencie zaczęliśmy mieć zawsze pod ręką łapówki słodyczowe - "Milka ubierz się grzecznie to dam Ci coś pysznego". To niestety okazywało się zazwyczaj najbardziej skuteczne, ale też nie zawsze.
Chyba jedyny sposób to po prostu przeczekać i liczyć że szybko z tego wyrośnie.
Rozmawialiśmy z wieloma znajomymi którzy mają dzieci. Jedni byli w szoku, że mała robi AŻ TAKIE akcje, inni nie wierzyli że ten aniołeczek potrafi być wogóle niegrzeczny (Milka poza tymi akcjami jest niesamowicie spokojna).
Ale trafiliśmy wreszcie na rodziców , którzy stwierdzili że "jakbyśmy widzieli naszego Jaska". I zaczęli nam opowiadać swoje historie a my "jakbyśmy widzieli naszą Milenkę".
I to nas wreszcie podniosło na duchu :) Nie tylko my tak mamy :)
Zresztą widzimy światełko w tunelu - Milka zaczyna już z tego wyrastać :) Teraz takie numery odstawia nam raz na kilka dni, może raz na tydzień. Jeszcze niedawno było to co drugi dzień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz